Jak z serca i rozumu uczynić dream team?

Często mówi się, że w pracy nie ma miejsca na emocje. Co to tak naprawdę znaczy? Nie chcemy, żeby emocje dezorganizowały nasze zachowanie. Nie chcemy w złości krzyczeć na współpracowników. Nie chcemy ujawniać lęku lub strachu, żeby nie pokazać poczucia niekompetencji. Nie chcemy okazywać niechęci, braku sympatii. Chcemy być lubiani, akceptowani, doceniani. Nie chcemy, żeby silne emocje ujawnione w trakcie negocjacji ujawniły nasze słabe punkty.

Z drugiej jednak strony mówi się, że emocje to źródło ważnych informacji, których nie powinniśmy ignorować. Smutek jest sygnałem, że potrzebujemy opieki, wsparcia lub pobyć samemu. Frustracja motywuje nas do pokonania trudności. Złość mówi nam, że ktoś przekracza nasze granice, że zostaliśmy niesprawiedliwie potraktowani, że coś stoi na przeszkodzie w realizacji naszego celu. Z emocji rodzi się energia. To emocje są źródłem motywacji. Bez emocji nie ma działania. Mówi się też, że nie ma emocji negatywnych, tylko przykre lub bardziej trudne do zaakceptowania.

Jak wzbudzisz w zespole pragnienie osiągnięcia wspólnego celu, jeśli nie pobudzisz radości, rywalizacji, pożądania nagrody? Jak zadbasz o siebie w sytuacji mobbingu, jeśli zignorujesz przykre odczucia? Wiesz przecież, że stres nie znika tylko dlatego, że nie chcemy go odczuwać. Gdzie zatem leży klucz do sukcesu? Jak wziąć ze złości cenną dla nas informację, jednocześnie nie odnosząc straty w relacji? Jak dać ujście frustracji, żeby stłumiona emocja nie odbiła się negatywnie na naszym zdrowiu, ale żeby zarazem nie urazić uczuć innych osób? Kiedy posłuchać lęku, który ostrzega nas przed zbyt ryzykowną decyzją, a kiedy działać pomimo niego, żeby nie żałować, że nie spróbowaliśmy? Czy tak popularne obecnie wychodzenie ze strefy komfortu (lub, jak kto woli, przekraczanie siebie) oznacza ignorowanie smutku, lęku, niechęci, które przecież mają dbać o zaspokojenie naszych potrzeb?

Coraz częściej zauważa się, że rozwój jest możliwy właśnie poprzez bycie w strefie komfortu. Warunkiem samorealizacji i przekraczanie siebie są bowiem zaspokojone potrzeby niższego rzędu. Jak to zatem jest z tymi emocjami? Kiedy ich słuchać, kiedy pozwolić odejść? Jak je wyrażać autentycznie, ale bezpiecznie?

 

 

Musimy pamiętać, żeby nie traktować informacji płynących z emocji na równi z faktami. Emocje zawierają przede wszystkim informację o nas samych oraz o naszej relacji do rzeczywistości. Mówią o naszych potrzebach oraz poziomie ich zaspokojenia. Nie mówią nam o tym, czy ktoś się zachował dobrze, czy źle. Nie mówią nam nic o prawdziwych zamiarach innych ludzi.

Emocje są oknem na nasze potrzeby.

Są impulsem do działania, poświęcania się dla innych, działania na rzecz wspólnego dobra. Pozwalają nam zadbać o siebie, okazać troskę innym. Ostrzegają nas przed ryzykiem, przed toksycznymi relacjami. Mówią nam: idź tam, rób to, broń się, uciekaj, walcz, szukaj rozwiązania.

Wiedza o emocjach pomaga nam oszacować, na ile możemy ufać swoim emocjom i podążać za tym, co nam podpowiadają. Kiedy wiemy, że emocje są zmienne i ulotne, możemy dać sobie czas na podjęcie trudnej decyzji, żeby wyobrazić sobie, co będziemy w związku z naszym wyborem czuli w przyszłości. Jeśli wiemy, że te ulotne emocje mają tendencję do zamykania się w sobie (podporządkowania sobie myślenia i działania)[1], to łatwiej nam będzie wybaczyć partnerowi przykre słowa skierowane pod naszym adresem w przypływie złości. Jeśli znamy prawo maksymalnego zysku i minimalnej straty[2], możemy nabrać większego dystansu do wydawanych przez nas sądów i opinii. Jeśli oceniamy to, co myślimy, przez pryzmat wiedzy o tym, co czujemy, dajemy sobie szansę na lepszy kontakt z rzeczywistością. Jeśli wiemy, że emocje pojawiają się w reakcji na sytuacje postrzegane jako realne[3] i dziejące się tu i teraz[4], możemy sformułować taki przekaz, który poruszy serca i zadziała na zmysły innych osób i w ten sposób skutecznie zmotywuje ich do podjęcia lub zaniechania określonego działania. Możemy być skutecznymi liderami. Jeśli znamy prawo zachowania emocjonalnego momentu[5], wiemy, że sam czas nie leczy ran, że potrzebne jest nasze aktywne działanie, przewartościowanie trudnej sytuacji, naszych celów, relacji… Nie poddajemy się traumie.

Jeśli znamy mechanizmy powstawania emocji atrybucyjnych (Weiner, 2010), możemy być bardziej skłonni do przyznania się do błędu, łatwiej nam będzie odkryć prawdziwą przyczynę odniesionej przez nas porażki, rzadziej (i/lub z mniejszą pewnością) niesprawiedliwie ocenimy działania innych ludzi. Znając prawa rządzące emocjami, skutecznie zapobiegniemy prokrastynacji. Jeśli potrafimy odróżniać nasze emocje od wrażeń, myśli, sądów, ocen i przekonań, możemy skutecznie posługiwać się językiem żyrafy[6], czyli komunikować się bez przemocy. Wpuszczając otwarty rozum do świata emocji jesteśmy bardziej wyrozumiali dla innych ludzi oraz nabywamy większego dystansu do własnego ego. W efekcie mamy lepszy kontakt z samym sobą. Lepiej rozpoznajemy i dbamy o swoje potrzeby. Budujemy trwałe, głębokie relacje z innymi ludźmi. Skutecznie motywujemy siebie i innych. Łatwiej podnosimy się z porażki. Dajemy prawdziwe wsparcie innym ludziom.

 

Wiedzę tę (bardziej lub mniej świadomie) stosują osoby inteligentne emocjonalnie. Inteligencja emocjonalna jest z kolei możliwa do wytrenowania, ale to już zupełnie inna historia…

 

 

[1] Prawo zamknięcia się w sobie – 7. prawo emocji wg. Nico Frijdy (Frijda, 1988)

[2] 9. prawo emocji wg. Nico Frijdy

[3] Prawo znaczenia sytuacyjnego – 1. prawo emocji wg. Nico Frijdy

[4] Prawo bezpośrednio spostrzeganej rzeczywistości – 3. prawo emocji wg. Nico Frijdy

[5] 6. prawo emocji wg. Nico Frijdy

[6] Nawiązanie do NVC, tj. porozumienia bez przemocy, zob. np. Marshall B. Rosenberg: Porozumienie Bez Przemocy: o języku życia. Warszawa: Czarna Owca, 2016.

 

Weiner, B. (2010). The development of an attribution-based theory of motivation: A history of ideas. Educational psychologist, 45(1), 28-36.