Test inteligencji emocjonalnej: co mówi, a czego nie mówi

Bądzmy w kontakcie

Picture of Dr Rafał Szewczyk

Dr Rafał Szewczyk

Bądźmy w kontakcie! Jestem na Facebook i Linkedin. Jestem psychologiem i ekonomistą, współtwórcą EI Expert, mężem Marty i ojcem naszych dwóch synów. Konsultuję klientów biznesowych, specjalistów HR, People&Culture, managerów, trenerów, coachów, mentorów, psychologów praktyków, a także klientów i klientki indywidualne. Szkolę z użycia naszych autorskich narzędzi. Współprowadzę treningi inteligencji emocjonalnej jako kameralne rozwojowe procesy grupowe. Moje mocne strony to twórcze myślenie, odwaga działania i umiejętność przekuwania rzetelnej wiedzy w praktyczne rozwiązania.
Czas czytania artykułu ~ ok. 7 minut

Podziel się artykułem:

5
(2)

Kilka lat temu spotkałam w jednej z firm młodą kobietę, która po przeprowadzeniu testu inteligencji emocjonalnej usłyszała: „Twój wynik jest za niski jak na to stanowisko”. Nie dostała awansu. Wynik – liczba na kartce – zadecydował o jej zawodowej przyszłości. Nikt nie zapytał o doświadczenie, sumienność, umiejętność uczenia się. Wystarczył jeden wskaźnik, który miał rzekomo wszystko wyjaśnić.

Ta historia nie jest odosobniona. W czasach, gdy organizacje coraz chętniej sięgają po narzędzia psychologiczne, test inteligencji emocjonalnej stał się modnym instrumentem oceny pracowników. Problem w tym, że często używa się go niewłaściwie – zamiast pomagać ludziom się rozwijać, zamyka ich w szufladach i etykietach.

Czym naprawdę jest inteligencja emocjonalna

Zanim zaczniemy mówić o tym, jak test można wykorzystać źle, trzeba zrozumieć, co właściwie mierzy. Test oparty na modelu Saloveya i Mayera – a więc modelu zdolnościowym – bada konkretne umiejętności poznawcze. Chodzi o to, czy potrafisz precyzyjnie rozpoznać emocje u siebie i u innych, czy rozumiesz je jako sygnały o spełnionych lub niespełnionych potrzebach, czy umiesz świadomie wykorzystać je w podejmowaniu decyzji i działaniu, wreszcie – czy potrafisz nimi zarządzać w sposób, który służy Tobie i Twoim bliskim.

To nie są cechy osobowości. Nie mierzymy tu ekstrawersji, ugodowości ani neurotyczności. Nie sprawdzamy motywacji do pracy, charyzmy, asertywności czy zdrowia psychicznego. Wysoka inteligencja emocjonalna nie oznacza automatycznie, że ktoś jest dobrym człowiekiem – można przecież świetnie rozumieć emocje innych i wykorzystywać tę wiedzę do manipulacji. Może to robić psychopata. Może to robić narcyz.

Istotne jest coś jeszcze: inteligencja emocjonalna, w przeciwieństwie do wielu cech osobowości, da się rozwijać. Można się jej uczyć – przez trening, refleksję, doświadczenie. To nie wyrok. To punkt wyjścia.

Kiedy liczba przestaje mieć sens

Ale nawet najlepiej skonstruowany test ma swoje granice. I tu zaczyna się problem.

Wynik testu inteligencji emocjonalnej to nie obiektywna miara czegoś w rodzaju wzrostu czy wagi. To porównanie – ranking względem określonej grupy. Twój wynik np. 115 nie oznacza, że posiadasz „115 jednostek IE”. Mówi tylko, że w tej próbie, na tym teście, poradziłeś sobie lepiej niż 84% innych osób z Twojej grupy odniesienia. Gdyby grupa była inna – gdyby to byli studenci psychologii albo menedżerowie z długim stażem – sens Twojego wyniku zmieniłby się.

Dlatego stosowanie testów bez właściwego rozumienie ich wyników jest nieetyczne. To nie tylko błąd techniczny – to decyzja, która może zniszczyć czyjąś karierę, edukację, poczucie wartości.

Jeszcze większy problem pojawia się, gdy narzędzie ignoruje kontekst kulturowy. Pytanie z angielskiego testu o to, ile pintów składa się na kwartę, w Polsce jest absurdem. Etyczna adaptacja wymaga, by pytania były nie tylko przetłumaczone, ale rzeczywiście osadzone w lokalnej rzeczywistości. Inaczej test systematycznie karze kogoś za jego pochodzenie. I nazywa to „obiektywnym wynikiem”.

Co może się stać, gdy test wykorzystuje się źle

Nie chodzi tu o abstrakcyjne zagrożenia. Ryzyko jest bardzo realne.

Pierwszym jest dyskryminacja. Osoba z niższym wynikiem może zostać uznana za niezdolną do rozwoju. Może zostać pominięta w projektach wymagających współpracy międzyludzkiej – choć przecież inteligencja emocjonalna to tylko jeden z wielu czynników sukcesu. Można mieć niższy wynik i jednocześnie być doskonałym strategiem, sumiennym pracownikiem, osobą z głębokim doświadczeniem zawodowym.

Drugim zagrożeniem jest stygmatyzacja. Ktoś, kto usłyszał, że ma „niską IE”, zaczyna myśleć o sobie jako o kimś gorszym. W zespole pojawia się etykieta. Samospełniająca się przepowiednia – bo jeśli wszyscy wierzą, że nie dajesz sobie rady z emocjami, przestają Ci ufać, a Ty przestajesz próbować.

Trzecie ryzyko to nadużycie danych. Wyniki wykorzystywane do celów innych niż deklarowane. Ktoś wyraził zgodę na udział w diagnozie rozwojowej, a jego wyniki trafiają do decydentów odpowiedzialnych za zwolnienia.

Wreszcie – błędna interpretacja przez osoby nieprzeszkolone. Manager, który dostał dostęp do surowych danych, może traktować IE jak coś stałego, biologicznie zdeterminowanego. Nie wie, że to zdolność podatna na rozwój. Ocenia ludzi przez pryzmat jednej cyfry.

Podwójne oblicze inteligencji emocjonalnej

Jest jeszcze jeden, bardziej subtelny problem. Sama inteligencja emocjonalna nie jest jednolita. Badania pokazują, że składa się przynajmniej z dwóch odrębnych wymiarów.

Pierwszy to inteligencja emocjonalna doświadczeniowa – zdolność do intuicyjnego otwierania się na emocje, podążania za ich głosem, zauważania ich i akceptowania. To bezpośredni, wewnętrzny dostęp do tego, co czujesz.

Drugi to inteligencja emocjonalna strategiczna – zdolność do racjonalnej analizy emocji, ich rozumienia, świadomego regulowania. To myślenie o emocjach, niekoniecznie ich odczuwanie.

Można być silnym w jednym obszarze i słabszym w drugim. Można świetnie rozumieć mechanizmy emocjonalne – analitycznie, strategicznie – a jednocześnie mieć trudność z ich autentycznym przeżywaniem. Albo odwrotnie: czuć intensywnie, spontanicznie, i nie potrafić tego uporządkować myślą.

Co ciekawe, niektóre badania sugerują, że kobiety uzyskują wyższe wyniki w inteligencji doświadczeniowej, a mężczyźni w strategicznej. To pokazuje, jak różne grupy mogą rozwijać odmienne atuty emocjonalne – i dlaczego jeden, uśredniony wynik nigdy nie opowie całej historii.

Między zabawą a diagnozą

Warto w tym miejscu rozróżnić dwa poziomy poznawania własnej inteligencji emocjonalnej. Pierwszym jest wstępne rozpoznanie – psychozabawa, która pozwala zorientować się w temacie, zadać sobie pierwsze pytania, zacząć refleksję. Na naszej stronie udostępniamy właśnie taki bezpłatny test, który można potraktować jako punkt wyjścia do dalszej pracy nad sobą.

Drugim poziomem jest profesjonalna diagnoza inteligencji emocjonalnej – przeprowadzana przez certyfikowanego diagnostę, z pełnym feedbackiem, interpretacją wyników w kontekście indywidualnej sytuacji życiowej i zawodowej. Taka diagnoza obejmuje nie tylko test, ale także szczegółowy podręcznik z personalizowanymi wskazówkami rozwojowymi oraz 60-minutową rozmowę, podczas której można zadać pytania, wyjaśnić wątpliwości, wspólnie zastanowić się nad dalszymi krokami. To właśnie o tym drugim poziomie mówimy, gdy piszemy o standardach etycznych, poufności danych i odpowiedzialności za wykorzystanie wyników.

Wstępna psychozabawa może być inspiracją do głębszej pracy. Profesjonalna diagnoza wymaga już najwyższych standardów etycznych – bo jej wyniki mogą realnie wpłynąć na czyjąś karierę, rozwój, relacje. I właśnie dlatego tak ważne jest, by każda osoba, która przechodzi profesjonalną diagnozę, miała zagwarantowane prawo do rozmowy feedbackowej z diagnostą. Nie można zostawić kogoś sam na sam z wynikiem, który może być trudny do zinterpretowania bez odpowiedniego wsparcia.

Jak test może służyć, a nie krzywdzić

Jeśli inteligencja emocjonalna ma być mierzona profesjonalnie – w kontekście organizacyjnym, decyzji zawodowych, planów rozwojowych – to tylko w sposób, który służy człowiekowi. Nie narzędziu, nie organizacji, nie statystyce. Człowiekowi.

Po pierwsze: wynik testu to dane wrażliwe. Nie można ich traktować lekko. Dostęp do szczegółowych, indywidualnych wyników powinien być ograniczony do minimum. Pełny wgląd ma zawsze osoba diagnozowana oraz certyfikowany diagnosta, który udzieli jej rzetelnego feedbacku rozwojowego. Każda osoba ma prawo do takiej rozmowy.

Przełożony może zobaczyć wyniki tylko wtedy, gdy pracownik wyraził na to świadomą zgodę – i tylko po to, by wspólnie stworzyć Indywidualny Plan Rozwoju. Dział HR powinien operować na danych zagregowanych, anonimowych, służących planowaniu szkoleń dla całych zespołów.

Po drugie: test nigdy nie może być jedynym kryterium w decyzjach personalnych. Ani przy rekrutacji, ani przy awansie, ani przy zwolnieniu. Niskie wyniki nie oznaczają „gorszego” pracownika – mogą zostać skompensowane przez inne zdolności, doświadczenie, kompetencje techniczne. Wysoka inteligencja emocjonalna też nie jest gwarancją sukcesu – ten wymaga o wiele więcej.

Po trzecie: trzeba edukować. Organizacje, menedżerowie, diagności muszą rozumieć, że inteligencja emocjonalna jest rozwijalna. Że niska IE to nie wyrok, lecz informacja o potencjalnych obszarach do pracy. Że każdy może się uczyć lepszego zarządzania emocjami – ale wymaga to czasu, wsparcia, przestrzeni.

Gdy wszyscy tak robią

Jest jeszcze jeden problem, który nie dotyczy samego testu, ale naszego myślenia. Jeden z najbardziej podstępnych mechanizmów psychologicznych prowadzących ludzi do złych decyzji to racjonalizacja oparta na postrzeganiu norm grupowych. Mówimy sobie: „przecież wszyscy tak robią” albo „to nie jest tak złe jak to, co robią inni”.

W kontekście testowania psychologicznego to niebezpieczny sposób myślenia. Jeśli inne firmy wykorzystują testy IE do selekcji, to nie oznacza, że my też powinniśmy. Jeśli inni nie dbają o odpowiednią normalizację, to nie usprawiedliwia naszego zaniedbania. Jeśli gdzieś indziej nikt nie pyta o zgodę – to nie zwalnia nas z obowiązku jej uzyskania.

Właśnie temu ma zapobiegać samoświadomość – jeden z czterech obszarów inteligencji emocjonalnej. Działa jak wewnętrzny bezpiecznik, który chroni przed łatwym urokiem zewnętrznego usprawiedliwienia. Zatrzymuje nas, zanim przeniesiemy odpowiedzialność z siebie na anonimowy tłum.

Pytania, które zostają

Inteligencji emocjonalnej nie da się zamknąć w jednej liczbie. Nie da się zredukować do etykiety „wysoka” albo „niska”. To dynamiczna, kontekstowa zdolność, której rozwój zależy od wielu czynników – od wsparcia, od treningu, od refleksji, od tego, czy ktoś w nas wierzy.

Test może być narzędziem rozwoju. Może pomóc zidentyfikować obszary do pracy, może stać się punktem wyjścia do świadomej zmiany. Ale tylko wtedy, gdy stosuje się go etycznie. Tylko wtedy, gdy pamiętamy, że za każdym wynikiem stoi konkretny człowiek – z jego historią, potencjałem, wrażliwością.

I wreszcie – tylko wtedy, gdy zadajemy sobie trudne pytania. Czy naprawdę potrzebujemy tego testu? Po co nam te dane? Kto będzie miał do nich dostęp i dlaczego? Czy osoba badana rozumie, na co wyraża zgodę? Czy jesteśmy gotowi uszanować jej decyzję, jeśli zechce się wycofać?

To nie są pytania techniczne. To pytania etyczne. I to one decydują o tym, czy narzędzie służy człowiekowi, czy człowiek – narzędziu.

STANDARDY ETYCZNE KORZYSTANIA Z TESTU inteligencji emocjonalnej

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij w gwiazdki, aby ocenić

Ocena czytelników:

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Podziel się artykułem:

EI Expert - inteligencja emocjonalna w teorii i praktyce

Tu nie ma talentu, to ciężka praca. To jest obsesja. Talent nie istnieje, wszyscy jesteśmy ludźmi. Możesz być każdym, jeśli poświęcisz temu czas. Osiągniesz szczyt i to wszystko. Nie jestem utalentowany, mam obsesję.

— Conor McGregor

Więcej wpisów

Podziel się: