Empatia to nie cnota – poznaj jej mroczną stronę

Empatia to nie cnota

Bądzmy w kontakcie

Picture of Dr Rafał Szewczyk

Dr Rafał Szewczyk

Bądźmy w kontakcie! Jestem na Facebook i Linkedin. Jestem psychologiem i ekonomistą, współtwórcą EI Expert, mężem Marty i ojcem naszych dwóch synów. Konsultuję klientów biznesowych, specjalistów HR, People&Culture, managerów, trenerów, coachów, mentorów, psychologów praktyków, a także klientów i klientki indywidualne. Szkolę z użycia naszych autorskich narzędzi. Współprowadzę treningi inteligencji emocjonalnej jako kameralne rozwojowe procesy grupowe. Moje mocne strony to twórcze myślenie, odwaga działania i umiejętność przekuwania rzetelnej wiedzy w praktyczne rozwiązania.
Czas czytania artykułu ~ ok. 6 minut

Podziel się artykułem:

5
(1)

Co naprawdę kryje się za tą nadmierną empatią

Kiedy ktoś mówi, że czuje zbyt dużo za innych, często tak naprawdę mówi: „Tak bardzo wczuwam się w uczucia innych ludzi, że zapominam o swoich własnych”. I to nie jest talent. To jest problem z granicami.

Nauka mówi nam coś ciekawego – empatia to nie to samo co współczucie. Empatia to gdy wchodzisz w czyjeś buty – widzisz, że ktoś cierpi, i zaczynasz odczuwać jego ból jak swój własny. Współczucie to coś innego – czujesz razem z kimś, ale nie tracisz przy tym siebie. Troszczysz się o niego, ale zachowujesz własną przestrzeń emocjonalną.

I uwaga – sama empatia wcale nie prowadzi automatycznie do pomocy. Czasem prowadzi do czegoś gorszego.

Empatia vs współczucie

Ciemna strona empatii (tak, ona istnieje)

Słyszałeś kiedyś o radości z cudzego nieszczęścia? Badania pokazują, że wykorzystuje ona te same mechanizmy mózgowe co empatia. Ktoś może doskonale rozumieć, co czujesz, i użyć tej wiedzy, żeby znaleźć Twój najsłabszy punkt i zrobić Ci krzywdę.

To dlatego manipulatorzy często są bardzo „empatyczni”. Oni po prostu wiedzą, jak Cię „odczytać”.

Ale jest jeszcze coś gorszego – empatia jest stronnicza. Nie odczuwamy jej w jednakowym stopniu wobec wszystkich. Czujemy silniejszą empatię wobec:

  • Osób, które są do nas podobne (wygląd, pozycja społeczna, zainteresowania)
  • Osób, z którymi jesteśmy bliżej spokrewnieni
  • Osób, z którymi mamy bezpośredni kontakt

To nie są moralnie istotne czynniki, ale drastycznie wpływają na to, komu postanawiamy pomóc, a kogo ignorujemy.

Dlaczego współczujemy „konkretnym twarzom”, ale ignorujemy tysiące ofiar

Badania psychologiczne odkrywają coś jeszcze bardziej niepokojącego – tak zwany efekt ofiary zidentyfikowanej.

Ludzie chętniej pomagają Janowi Kowalskiemu z konkretną historią i twarzą, który potrzebuje kosztownej operacji, niż tysiącom ofiar trzęsienia ziemi, które utraciły dach nad głową. Dlaczego? Bo nasz mózg nie potrafi „poczuć” tragedii na dużą skalę.

Co więcej, amerykański psycholog Paul Slovic, badając obojętność wobec ludobójstwa w Rwandzie i Darfurze, odkrył coś przerażającego:

Nasza empatia może działać odwrotnie niż powinna. Im więcej ofiar, tym mniej czujemy. Będziemy bardziej poruszeni śmiercią jednej osoby niż dwóch. A śmierć bardzo dużej liczby osób nie wzbudzi w nas niemal żadnej reakcji empatycznej.

Przeczytaj to jeszcze raz. To oznacza, że nasze „naturalne współczucie” kompletnie zawodzi właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne.

Skąd się bierze ta nadmierna empatia?

Nie mówię tu tylko o obojętności na wielkie tragedie. Mówię też o Tobie – o tym, co się dzieje, gdy Twoja empatia jest „zbyt silna” w codziennym życiu.

Jeśli przeżyłeś traumę:

Często dzieje się tak, że jako dziecko byłeś zmuszony rozumieć dorosłych, którzy powinni byli rozumieć Ciebie, a nie odwrotnie. Może Twoi rodzice kazali Ci wczuwać się w nich, usprawiedliwiać ich zachowanie, podczas gdy oni krzywdzili Ciebie. Albo – co gorsza – wmówiono Ci, że TO TY jesteś w błędzie, że nie powinieneś być zły, smutny, że przesadzasz.

Więc nauczyłeś się automatycznie stawiać siebie na drugim miejscu. Nauczyłeś się, że Twoje uczucia nie są ważne, że liczy się zrozumienie innych.

nadmierna empatia

Co się dzieje, gdy empatii jest za dużo

Nauka nazywa to dystresem empatycznym.

To jest gdy współodczuwanie z innymi staje się tak przytłaczające, że nie możesz sobie z tym poradzić. I wbrew temu, co mogłoby się wydawać, to NIE motywuje Cię do pomocy. To sprawia, że chcesz uciec. Wyłączyć się. Schować przed tym wszystkim.

Twój mózg aktywuje dokładnie te same obszary, które aktywują się, gdy SAM doświadczasz bólu – przednią wyspę i przednią korę zakrętu obręczy. Dosłownie symuluje cierpienie innych. I jeśli nie masz granic, jeśli nie potrafisz powiedzieć „stop”, to cierpienie innych ludzi staje się TWOIM cierpieniem.

I co się wtedy dzieje? Wypalenie. Problemy ze zdrowiem psychicznym. Totalna utrata siebie.

To jest ta kruchość empatii, o której mówią filozofowie. Zwykłe zmęczenie, pośpiech, stres – i już nie czujesz nic. Albo czujesz tak dużo, że musisz wyłączyć się całkowicie, żeby przetrwać.

Gdy empatia służy egoizmowi

Jest jeszcze jedna rzecz, o której musimy porozmawiać – empatia często jest zabarwiona egoizmem, nawet jeśli tego nie dostrzegamy.

Znasz to uczucie osobistego dyskomfortu? Widzisz kogoś cierpiącego i czujesz nieprzyjemne pobudzenie. I co robisz? Nie podchodzisz, żeby pomóc. Przechodzisz na drugą stronę ulicy. Bo nie chcesz CZUĆ tego dyskomfortu. Nie chodzi Ci o tamtą osobę – chodzi Ci o własny spokój.

Albo strach o samego siebie – widzisz czyjeś nieszczęście i myślisz: „O Boże, to mogło przydarzyć się mnie”. I „współczujesz”, ale tak naprawdę martwisz się tylko o siebie.

A litość? To wcale nie jest piękne uczucie. Gdy litujemy się nad kimś, często traktujemy go instrumentalnie – jego cierpienie służy nam do podniesienia własnej samooceny. „Dobrze, że to nie ja.” Spoglądamy z góry. Jest w tym pogarda.

Max Scheler zauważył coś bardzo trafnego: współradość jest rzadsza niż współcierpienie. Dlaczego? Bo współradość musi pokonać zazdrość. A współcierpienie jest łatwe, bo można sobie pomyśleć „cieszę się, że to nie ja”.

empatia_egoizm

Empatia bez moralności jest ślepa

I tu dochodzimy do sedna. Empatia sama w sobie nie ma wartości moralnej.

Pomyśl o tym: współczucie komuś, kto jest smutny, bo zazdrości innemu człowiekowi – to nie jest moralnie dobre. Współradowanie się z kimś, kto cieszy się z cudzego nieszczęścia – to nie jest moralnie dobre.

Empatia potrzebuje zasad moralnych, żeby działać właściwie. Bez nich jest jak ślepy kierowca – może jechać, ale nie wie dokąd i po drodze rozjeżdża wszystkich dookoła.

Nie musisz rozumieć wszystkiego

To jest najważniejsza rzecz, którą chcę Ci dziś przekazać:

Jeśli ktoś Cię skrzywdził, nie musisz próbować zrozumieć, dlaczego to zrobił.

Możesz po prostu być zraniony i odejść. Czasem to JEST najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić – dla siebie i dla nich. Bo mówisz wtedy jasno: „To, co zrobiłeś, jest nie do zaakceptowania”.

Nie musisz być „dobrym człowiekiem”, który wszystkim przebacza i wszystko rozumie.

Możesz być człowiekiem, który ma granice. I to jest piękne.

Co z tym zrobić?

Jeśli cokolwiek z tego, co tutaj napisałem, do Ciebie przemawia – wiesz już, że masz problem nie z empatią, ale z jej regulacją. I dobra wiadomość jest taka: można nad tym pracować.

Zacznij od siebie.

Zamiast myśleć „Muszę zrozumieć, dlaczego ta osoba się tak zachowuje”, zapytaj siebie: „Co JA teraz czuję? Czy to zachowanie przekroczyło MOJE granice?”.

Zamiast automatycznie usprawiedliwiać innych, zatrzymaj się i powiedz sobie: „Mogę być ciekawa, co ta osoba czuje, ale nie muszę tego ważyć bardziej niż własne uczucia”.

Badania pokazują, że trening współczucia – w odróżnieniu od treningu empatii – wzmacnia zupełnie inne sieci w mózgu. Te związane z troską, ale też z pozytywnymi emocjami i motywacją do pomocy. Nie z bólem i przytłoczeniem.

Możesz nauczyć się przekształcać przytłaczający dystres w zdrową troskę. To wymaga pracy. I przede wszystkim wymaga, żebyś przestał traktować nadmierną empatię jak medal zasługi.

Ucz się zasad, a nie tylko uczuć.

Jeśli empatia bez moralności jest ślepa, to co jej daje wzrok? Zasady. Wartości. Cnoty, które świadomie w sobie kształtujesz.

Nie polegaj tylko na tym, co „czujesz”. Bo uczucia są kapryśne. Dziś czujesz współczucie, jutro jesteś zmęczony i nie czujesz nic. A zasady? Zasady działają nawet wtedy, gdy nie masz nastroju na bycie dobrym człowiekiem.

Zasługujesz na miłość, w której jesteś widziany i bezpieczny

To nie jest słabość, gdy wyznaczasz granice. To nie jest egoizm, gdy mówisz „To dla mnie za dużo”. To nie jest brak serca, gdy odchodzisz od kogoś, kto ciągle Cię rani.

To jest zdrowie.

I jeśli czytając to czujesz ulgę, wiedzę, że ktoś w końcu nazwał to, co czujesz od dawna – to dobrze. Bo zasługujesz na to, żeby ktoś Cię zrozumiał. I zasługujesz na to, żeby wreszcie przestać rozumieć wszystkich wokół kosztem siebie samego.

Empatia jest piękna, ale nie wtedy, gdy zapominasz, że Ty też jesteś człowiekiem, który zasługuje na troskę – w tym na Twoją własną.

I nie wtedy, gdy staje się jedynym kompasem moralnym. Bo empatia bez zasad, bez granic, bez świadomości jej ograniczeń – to nie jest cnota. To jest przepis na katastrofę.

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij w gwiazdki, aby ocenić

Ocena czytelników:

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Podziel się artykułem:

EI Expert - inteligencja emocjonalna w teorii i praktyce

Nie liczy się to, ile posiadasz, ale ile dajesz.

— Albert Einstein

Więcej wpisów

Podziel się: