Przemoc w internecie rośnie w siłę – dlaczego nikt jej nie widzi?

Przemoc w internecie

Bądzmy w kontakcie

Picture of Dr Rafał Szewczyk

Dr Rafał Szewczyk

Bądźmy w kontakcie! Jestem na Facebook i Linkedin. Jestem psychologiem i ekonomistą, współtwórcą EI Expert, mężem Marty i ojcem naszych dwóch synów. Konsultuję klientów biznesowych, specjalistów HR, People&Culture, managerów, trenerów, coachów, mentorów, psychologów praktyków, a także klientów i klientki indywidualne. Szkolę z użycia naszych autorskich narzędzi. Współprowadzę treningi inteligencji emocjonalnej jako kameralne rozwojowe procesy grupowe. Moje mocne strony to twórcze myślenie, odwaga działania i umiejętność przekuwania rzetelnej wiedzy w praktyczne rozwiązania.
Czas czytania artykułu ~ ok. 9 minut

Podziel się artykułem:

0
(0)

Przemoc w internecie staje się nie tylko coraz powszechniejsza, ale i coraz trudniejsza do uchwycenia. Już nie tylko anonimowe komentarze czy groźby – dziś agresja przenika transmisje na żywo, memy, patostreamy i „inspirujące” wypowiedzi influencerów. Coraz częściej nie wiemy już, czy oglądamy wywiad czy przemocowy spektakl, czy to jeszcze informacja czy już nienawiść w przebraniu opinii. To, co kiedyś szokowało, dziś staje się normą. Ale być może najważniejsze pytanie brzmi inaczej: co się musi dziać z człowiekiem, by krzywdził innych? Co go boli tak bardzo, że nie potrafi inaczej? I czy odpowiedzią na tę przemoc może być coś więcej niż tylko kara? Właśnie od tego zaczęliśmy jedną z rozmów z Martą. Doszliśmy wtedy do wniosku – nie my pierwsi, ale organicznie i z potrzeby serca – że najgorsze, co można zrobić osobie czyniącej zło, to zamienić jej jeden lęk na inny. Bo to lęk, niezaspokojone potrzeby i samotność są często źródłem przemocy. A więc odpowiedzią nie jest groźba, lecz próba zrozumienia. Czy to naiwność? A może ostatnia realna szansa, żeby zawrócić z tej drogi?

Czym jest przemoc w internecie? Definicje, formy i przykłady

Przemoc w internecie2

Przemoc w internecie to nie tylko wyzwiska pod postami i kompromitujące zdjęcia udostępniane bez zgody. To zjawisko znacznie szersze, obejmujące także przemoc symboliczną, emocjonalną i systemową. To transmisje patostreamerów, których agresja jest nagradzana przez widzów przelewami. To algorytmy, które karmią nas coraz bardziej ekstremalnymi treściami, bo im silniejszy szok, tym większe zaangażowanie, kliknięcia i zasięgi. W efekcie nastolatek potrzebuje dziś zaledwie kilkunastu minut, by trafić na przemocowy przekaz – często ubrany w atrakcyjną formę „rozwoju osobistego” lub „męskiego przebudzenia”. A potem te przekazy przechodzą do mainstreamu: wywiady z osobami oskarżonymi o gwałt i handel ludźmi trafiają na anteny ogólnokrajowych stacji, a osoby łamiące prawo siłą wchodzą na polityczną scenę. Internet przestał być „inną rzeczywistością” – to centrum naszych relacji, wartości i napięć. A przemoc w internecie coraz częściej oznacza przemoc w prawdziwym życiu.

Kiedy zło rodzi się z bólu – źródła agresji online

Przemoc w internecie

Agresja nie bierze się znikąd. To nie przypadek, że osoby krzywdzące innych same często noszą w sobie ogromny ciężar – lęk, bezsilność, poczucie bycia niewidzialnym. Agresja nie jest wyrazem siły, lecz wołaniem o pomoc.

Ludzie zachowują się źle, kiedy czują się źle

– i to nie slogan, ale psychologiczna prawidłowość. Jeśli ktoś przez lata doświadczał wykluczenia, przemocy czy upokorzenia, jego złość staje się często jedynym sposobem, by w ogóle zostać zauważonym, człowiek czasem musi krzyczeć w sposób, który rani innych. A jeśli zamiast pomocy spotka go kara – jego lęk tylko się pogłębi. Zdarzają się jednak historie, które pokazują, że zmiana jest możliwa: Ali Agca – zamachowiec, który po latach rozmawia z papieżem; Patryk Galewski – recydywista, który dzięki zaufaniu i relacji odzyskał sens życia. Te przypadki nie są regułą, ale dowodem, że nawet w najbardziej okrutnym człowieku można odnaleźć ślad cierpienia. To nie znaczy, że go usprawiedliwiamy – lecz że próbujemy zrozumieć, skąd wziął się ten ogień. Bo jeśli naprawdę chcemy go ugasić, musimy wiedzieć, co go podsyca.

Dlaczego kara nie wystarcza? Empatia zamiast zemsty

Przemoc w internecie

Od tysięcy lat próbujemy poradzić sobie ze złem przez karanie. Ale co, jeśli to nie działa? A co, jeśli groźba, kara, publiczne napiętnowanie tylko pogłębiają problem – bo zamiast zmniejszać lęk, zamieniają go na inny? To właśnie uznaliśmy za jedną z najbardziej nieintuicyjnych, a jednocześnie kluczowych prawd:

najgorsze, co można zrobić osobie czyniącej zło, to zamienić jej jeden lęk na drugi.

Ludzie nie przestają być okrutni, bo się ich przestraszy. Wręcz przeciwnie – często reagują jeszcze większą agresją, bo czują się atakowani i upokorzeni. W świecie wychowania coraz więcej rodziców odkrywa tę zasadę – bliskościowe podejście zakłada, że dzieci najlepiej uczą się przez relację, a nie przez karę. Czy nie moglibyśmy przełożyć tej zasady na dorosłych? Oczywiście, są sytuacje, w których konsekwencje – także te prawne – muszą chronić innych. Ale jeśli tylko możemy, spróbujmy najpierw zrozumieć, co w danej osobie boli. Dlaczego nie czuje się bezpieczna? Jakie potrzeby nosi w sobie, których nie potrafi zaspokoić inaczej niż przez przekraczanie granic innych? Może empatia – właśnie tam, gdzie najbardziej jej brakuje – jest tym, co może przerwać łańcuch przemocy.

Przemoc online to nie wyjątek, ale norma?

Przemoc w internecie

Coraz trudniej dziś oddzielić to, co „radykalne”, od tego, co po prostu powszechne. Przemoc – słowna, symboliczna, systemowa – przestaje nas szokować. To już nie jest margines. To centrum debaty publicznej, memów, trendów i politycznych kampanii. Jak nazwać sytuację, w której wywiad z osobą oskarżoną o gwałt i handel ludźmi trafia do ogólnoświatowych mediów w prime time? Jak zinterpretować fakt, że osoby przerywające obrady parlamentu z gaśnicami, przetrzymujące siłą ludzi w miejscu pracy, kandydują na prezydenta? Albo że polityk skazany za ukrywanie przestępstwa seksualnego zdobywa władzę? To nie są jednostkowe przypadki – to sygnał, że coś głębszego dzieje się z naszym społecznym kompasem. Przemoc przestaje być czymś „złym” – coraz częściej jest akceptowana jako „skuteczna”, „twarda”, „bezkompromisowa”. Jak pisał kiedyś Seth Davidowitz: „Wszyscy kłamią”. Dziś można by dodać: „Wszyscy stosują jakiś rodzaj przemocy – tylko niektórzy robią to bardziej publicznie niż inni”. Powoli przestajemy to dostrzegać. Bo problemem nie jest już banalność zła – ale jego powszechność. Żyjemy w kulturze, która uczy: „albo ty, albo ktoś cię zniszczy”. Jakbyśmy naprawdę wierzyli, że jedyną drogą jest wojna wszystkich ze wszystkimi.

Internet jako katalizator przemocy? Czy naprawdę tak działa?

Przemoc w internecie

To nie internet sam w sobie jest zły – ale sposób, w jaki został zaprojektowany, może wzmacniać to, co w ludziach najmocniejsze: emocje. A niestety, najczęściej są to emocje trudne – gniew, frustracja, lęk. Algorytmy platform społecznościowych działają według jednej logiki: im większe zaangażowanie, tym lepszy wynik. A to oznacza, że treści wywołujące szok, gniew i nienawiść będą się rozchodzić szybciej niż te, które są spokojne, zniuansowane czy empatyczne. To właśnie dlatego nastolatek, który zacznie przeglądać treści o „rozwoju męskości”, już po kilkunastu minutach może wpaść w sidła przekazów pełnych przemocy. Ale czy to oznacza, że internet powoduje przemoc? Warto tu rozróżnić korelację od przyczynowości – coś, czego media często nie rozumieją. Istnieją badania, które pokazują, że osoby agresywne częściej grają w brutalne gry czy konsumują radykalne treści. Ale to nie znaczy, że te treści wywołują agresję. To jak powiedzieć, że picie wody zabija, bo większość ludzi, którzy umarli, piła wodę w ostatnim tygodniu. Historia pokazuje, że co dekadę pojawia się nowy „winny”: komiksy w latach 50., rock w 60., Dungeons & Dragons w 70., heavy metal w 80., filmy akcji w 90., gry komputerowe w 2000. Za każdym razem naukowcy wracali z tą samą odpowiedzią: brak dowodów na przyczynowość. Internet to narzędzie – pytanie brzmi, co z nim zrobimy.

Czy można jeszcze wrócić z tej drogi? Wspólnota zamiast wojny

Przemoc w internecie

Czasem odpowiedź na wielkie pytania kryje się w zwykłej scenie z życia. Idziesz ścieżką w parku. Rowerzysta próbuje spokojnie wyminąć starszego pana z pieskiem, używając dzwonka. Ale alejka jest w remoncie, wszyscy się tłoczą – piesi, wózki, rowery. Starszy pan reaguje agresywnie. W jednej chwili zwykła sytuacja zmienia się w pole konfliktu. I choć nie wydarzyło się nic groźnego, emocje wybuchają natychmiast. To właśnie pokazuje, jak bardzo jesteśmy dziś napięci, jak nisko mamy próg wybuchu, jak łatwo wchodzimy w tryb „wojny”. Co się stanie, gdy naprawdę pojawi się zagrożenie? Czy będziemy umieli wtedy współpracować? Czy raczej jeszcze szybciej zaczniemy się nawzajem atakować? Jeśli w sytuacji neutralnej nie potrafimy się dogadać, to jak mamy zbudować wspólnotę w kryzysie? Wydaje się, że tylko jedno może nas uratować: więź, wzajemność, gotowość do pomocy. To nie jest naiwna utopia – to ostatnia realistyczna alternatywa wobec spirali agresji, która może wciągnąć każdego z nas. Pytania, jakie trzeba dziś sobie zadać, są trudne, ale konieczne: czy chcemy świata opartego na strachu? Czy może jednak takiego, który opiera się na relacjach?

Co robić, gdy doświadczasz przemocy w internecie?

Przemoc w internecie

Jeśli doświadczasz przemocy w internecie – nie jesteś sam. To może być trudne do przyznania, ale pierwszym krokiem jest nazwanie tego, co się dzieje: to, co czujesz, ma znaczenie. I zasługujesz na pomoc. Zalecamy by w pierwszej kolejności zwrócić się do zaufanej osoby – rodzica, nauczyciela, pedagoga, a jeśli trzeba – do profesjonalnego konsultanta lub psychologa. Jeśli sprawa dotyczy konkretnej platformy społecznościowej, warto zgłosić nadużycie i zablokować sprawcę. Media społecznościowe są zobowiązane do ochrony użytkowników – ale często potrzebują konkretnego zgłoszenia. Dlatego dobrze jest zachować dowody: zrzuty ekranu, wiadomości, linki. To może pomóc w dochodzeniu prawdy i przerwaniu przemocy. Jeśli widzisz, że ktoś bliski jest ofiarą cyberbullyingu, nie zmuszaj go do działania, ale bądź przy nim. Wesprzyj, pomóż pomyśleć, komu można zaufać i jak porozmawiać. Nawet jeśli ktoś nie jest gotowy na formalne zgłoszenie, świadomość, że nie jest sam, potrafi zdziałać wiele. Pamiętaj: zgłoszenie przemocy to nie donos, ale akt troski o siebie i innych. Od twojej reakcji może zależeć, czy przerwie się łańcuch cierpienia – albo czy przynajmniej nie pozwoli się mu rozwijać.

PTSD, empatia i zdrowe granice – nie wszystko jest czarno-białe

Przemoc w internecie

Nie każdy, kto nie okazuje empatii, naprawdę jej nie ma. Czasem to nie zimne serce, lecz system obronny. U osób z PTSD (zespołem stresu pourazowego) często występuje mechanizm naprzemiennego „zalewu emocji” i odrętwienia. To jak bezpiecznik w przeciążonym systemie – jeśli emocje stają się zbyt silne, organizm się wyłącza. W takich chwilach osoba może wydawać się obojętna, zamrożona, jakby nieobecna. Ale to nie znaczy, że jest niewrażliwa. Wręcz przeciwnie – wielu ludzi po traumie odczuwa głęboką, trwałą empatię wobec cierpienia innych. Potrafią być lojalnymi, wyrozumiałymi przyjaciółmi – ale potrzebują jasnych granic, bo nie mogą pozwolić sobie na kolejne zranienia. Dlatego mogą wydawać się oschli, stanowczy, niechętni do angażowania się. To często po prostu zdrowa ochrona przed kolejnym nadużyciem. Warto pamiętać, że czasem to, co wygląda jak brak empatii, jest w rzeczywistości empatią zamkniętą za pancernym szkłem – chwilowo niedostępną, ale wciąż obecną. W świecie, który coraz częściej żąda natychmiastowych reakcji, warto dać sobie i innym więcej czasu, miejsca i zrozumienia.

Co możemy zrobić jako społeczeństwo?

Przemoc w internecie

Nie zmienimy świata z dnia na dzień, ale możemy zacząć zmieniać to, na co mamy wpływ. Każdy z nas ma realny udział w tym, jak wygląda przestrzeń publiczna – offline i online. Po pierwsze: edukacja emocjonalna. Uczmy dzieci rozpoznawać emocje, nazywać potrzeby, rozróżniać impulsy od działań. Wzmacniajmy postawy empatii, zanim pojawi się agresja. Po drugie: odpowiedzialność mediów i platform. Portale społecznościowe muszą przestać premiować przemoc i szok, a zacząć promować treści wartościowe – nawet jeśli nie klikają się tak dobrze. Po trzecie: rozmowa zamiast ostracyzmu. Czasem wystarczy zapytać: „Co cię boli?”, zamiast atakować. Spojrzeć głębiej. Zrozumieć, że nawet najbardziej okrutne osoby mają historię, której nie widzimy. Nie chodzi o to, by zło rozgrzeszać – ale by nie pogłębiać jego źródeł. Po czwarte: relacje. To więź jest dziś aktem odwagi. Gotowość, by słuchać, to forma oporu wobec świata, który każe krzyczeć. Jeśli chcemy zmienić coś naprawdę, musimy budować nową normę – nie opartą na dominacji, ale na wzajemności. To jest możliwe. To się dzieje – choć powoli, po cichu, oddolnie. Ale od tego się zaczyna każda prawdziwa zmiana.

Zamień lęk na zrozumienie – i zacznij od siebie

Przemoc w internecie

Nie musimy być idealni, by coś zmienić. Ale musimy przestać wierzyć, że agresja to siła, a empatia to słabość. Czasem jedno pytanie – zadane z ciekawością, nie z osądem – potrafi przerwać spiralę przemocy. Czasem jedno zdanie: „Widzę, że coś cię boli” – otwiera drogę, która była zamknięta latami. Przemoc w internecie nie zniknie, dopóki będziemy traktować ją jak margines. Bo ona jest lustrem tego, co czujemy – naszego lęku, wstydu, frustracji. Możemy z tym lustrem walczyć. Albo się w nie uczciwie przyjrzeć. A potem – zamiast dokładać kolejny cios – spróbować zrozumieć. Może właśnie to będzie pierwszy krok do świata, w którym zamiast wybierać między przemocą a obojętnością, zaczniemy wybierać relację.

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij w gwiazdki, aby ocenić

Ocena czytelników:

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Podziel się artykułem:

EI Expert - inteligencja emocjonalna w teorii i praktyce

Czasami musisz trochę błądzić i robić to, czego nie chcesz, aby dowiedzieć się, co powinieneś robić.

— Larry David

Więcej wpisów

Podziel się: