Złość, smutek, zachwyt. Trzy emocje, które każdy z nas zna, ale nie każdy potrafi z nimi być. Czasem mówimy: „Nie radzę sobie ze złością”, albo: „Ciągle czuję smutek, nie wiem dlaczego.” Innym razem życie pędzi tak szybko, że nie dostrzegamy nawet tego, co mogłoby nas zachwycić. Emocje bywają trudne, przytłaczające, niezrozumiałe. Ale każda z nich niesie ze sobą ważną informację – o nas samych, naszych potrzebach, granicach, wartościach.
W programie Nawigator, który pomaga uczyć się rozumienia i regulowania emocji, zapraszamy uczestników do prostego, a zarazem głębokiego ćwiczenia: „Bajka o emocjach”. Jego celem jest nadanie emocjom głosu. Uosobienie ich. Pozwolenie, by mogły „przemówić” i opowiedzieć swoją historię.
Klaudyna, uczestniczka jednej z edycji, potraktowała to ćwiczenie bardzo poważnie. Napisała trzy krótkie bajki – do Złości, Smutku i Zachwytu – które z jednej strony pokazują, jak wyglądało jej osobiste zmaganie się z tymi emocjami, a z drugiej… mogą być inspiracją dla każdego, kto chce nauczyć się nie walczyć ze swoimi emocjami, tylko je zrozumieć.

Złość – ta, która broni granic
Złość to emocja, która budzi wiele kontrowersji. W kulturze, w której „nie wypada” podnosić głosu, denerwować się, stawiać twarde granice – złość często bywa tłumiona. Niekiedy przez lata. Ale nawet wtedy, gdy zamykamy ją w środku, ona nie znika. Zmienia się w napięcie, cynizm, frustrację. A czasem – w poczucie winy.
W ćwiczeniu „Bajka o emocjach” Klaudyna pozwoliła złości mówić. Opisała, jak ją widzi, jak ją przeżywa, czego dzięki niej się dowiaduje – i za co potrafi jej podziękować. Oto jej historia:
Złość
Kiedy przychodzi do mnie złość, przynosi ze sobą takie myśli, które źle opisują inne osoby. Myśli są cyniczne, często wrogie, budują napięcie do walki i szybkiej reakcji.
Złość chce, żebym zauważyła granice, które mogą być zaraz naruszone albo są przekraczane.
Jest niczym wojsko broniące granic Państwa – dba, aby granice były nienaruszone. Daje dużego boostera emocjonalnego do ruchu i działania.
Nie lubię jej za to, że trudno jest przyjąć perspektywę innej osoby, gdy przeżywam złość. Nie w każdej sytuacji mogę pozwolić sobie na ruch i działanie fizyczne. Wtedy energia sprawia, że słowa i nastawienie gorzknieją, a sama zaczynam szukać zaczepki. Włącza się tryb „Sebix”.
Ale w sumie zawdzięczam jej też to, że broni moich granic. Pomaga w realizacji działań ruchowych, których niekoniecznie chcę podjąć.
Gdyby jej nie było w moim życiu, to szybko oddałabym wszystkie swoje kawałki innym ludziom, poświęcając się dla nich. Aż nie zostałoby nic dla mnie samej z siebie.
Droga złości, proszę Cię o to, żebyś dalej strzegła moich granic, pomagała w realizacji tych nużących zadań związanych z ruchem. Pomimo że często chwile spędzone razem nie są łatwe, to dziękuję Ci, że pojawiasz się i pomagasz.

To nie jest tekst napisany po latach praktyki medytacyjnej ani przez psychologa. To żywy, prawdziwy głos osoby, która spotkała się ze swoją emocją i spróbowała ją zrozumieć. I właśnie dlatego ma tak wielką siłę.
Złość w tej bajce nie jest agresorem – jest strażnikiem. Pojawia się, gdy coś w nas jest zagrożone. Może nie zawsze mówi w najłagodniejszy sposób, ale jej intencją jest ochrona. Dobrze ją znać. Jeszcze lepiej – umieć z nią współpracować.
Smutek – ten, który mówi: „Zatrzymaj się”

Smutek nie jest mile widzianym gościem. W świecie nastawionym na efektywność i uśmiech często brakuje dla niego miejsca. Gdy się pojawia, chcemy go jak najszybciej „przepracować”, „pokonać”, „zastąpić wdzięcznością”. Ale smutek nie po to przychodzi. On nie chce walki. Przynosi zaproszenie – do zatrzymania się, do łagodności, do zaopiekowania się sobą.
Klaudyna w swojej bajce o emocjach opisała smutek z niezwykłą uważnością. Nadała mu głos, porównała do rezerwy paliwa w samochodzie – i pokazała, że nawet jeśli smutek spowalnia, to właśnie dlatego ratuje nas przed wypaleniem.
Smutek
Kiedy przychodzi do mnie smutek, przynosi ze sobą takie myśli, które zabarwiają świat na szare kolory. Są niczym deszcz, który zmywa kolorowe malowidła wykonane kredą.
Nastawienie zmienia się na bardziej uważne, wypatrujące pułapek i źle znoszące krytykę.
Smutek chce, żebym znalazła chwilę na zaopiekowanie się sobą. Jest niczym wskaźnik paliwa w samochodzie – gdy świeci się rezerwa, to długo dalej nie pojedziemy. Trzeba znaleźć stację i uzupełnić zapas energii na dalszą drogę.
Wszak cel podróży jest daleko, choć jeszcze nieznany.
Nie lubię go za to, że jest go bardzo dużo w moich myślach i życiu. Powoduje swoiste ospanie, hibernację, skupienie się na łatwych przyjemnościach w samotności i trwaniu w tym stanie. Im dłużej, tym lepiej.
Gdy trwa za długo – wpada złość, która chce mnożyć energię, zapominając o tym, że mnożąc przez 1 wynik drastycznie się nie zmieni.
Ale zawdzięczam mu też to, że wróciłam do malowania i innych działań kreatywnych.
Pomógł znaleźć nowe zajęcie, które buduje i rozwija, a gdy czas hibernacji się skończy – pozwala na podarowanie bliskim prezentu.
Gdyby go nie było w moim życiu, to stałabym gdzieś na poboczu w emocjonalnej podróży, szukając usterki w samochodzie, a nie zaglądając do zbiornika paliwa.
Smutek służy mi zatem do tego, żebym poświęciła czas dla siebie – ale nie scrollując kolejny tytuł webtoona, tylko pozwalając i pomagając sobie rozkwitnąć, nabyć lub rozwinąć umiejętności.
Zrobić coś, co pozwoli uzupełnić paliwo w pustym baku samochodu.
Poświęcić chwilę lub dwie dla siebie. Otulić się ciepłym kocem i pozwolić sobie trwać w swojej samotni i ładując baterię.
Ta bajka nie tylko oddaje głos smutkowi, ale też zdejmuje z niego etykietkę wroga. Smutek, potraktowany z czułością i zrozumieniem, okazuje się sprzymierzeńcem regeneracji. Nie zatrzymuje nas bez sensu – on po prostu mówi: „Zadbaj o siebie teraz, zanim będzie za późno.”
Zachwyt – ten, który rozjaśnia codzienność

Zachwyt to emocja, o której rzadko się mówi – szczególnie w dorosłym świecie. Łatwo ją przegapić w pośpiechu, między obowiązkami i terminami. A jednak to właśnie zachwyt przypomina nam, że życie może być nie tylko do zniesienia, ale też piękne. Nawet jeśli tylko przez chwilę.
W swojej bajce o emocjach Klaudyna opisała zachwyt jako ognisko rozpalone pośrodku mroku. Ciepłe, jasne, wspólne. Zachwyt w jej historii nie jest przelotną przyjemnością – jest wewnętrznym światłem, które nadaje sens drodze.
Zachwyt
Kiedy przychodzi do mnie zachwyt, przynosi ze sobą takie myśli, które pozwalają dostrzec piękno w otaczającym świecie.
Zatrzymać się na chwilę, złapać oddech, pozwolić sobie na rozluźnienie i napawanie się tym, co piękne, dobre lub przyjemne.
Zachwyt chce, żebym dostrzegła kolory w życiu. Pokazuje różnorodność narzędzi i metod w swoim kunszcie artystycznym.
Wykorzystuje barwy, dźwięki, smak, zapach, ludzi, zwierzęta, losowe sytuacje – pokazując świat lepszym.
Choć są to chwile – często krótkie i niepowtarzające się po każdej godzinie – dają duże poczucie osadzenia, jedności ze światem.
Chwilę zen tylko dla mnie.
Lubię go za to, że podarowuje mi ten czas zen – refleksji, która napawa ciepłem.
Zawdzięczam mu też to, że jest niczym ognisko podczas biwaku w lesie – rozjaśnia mrok, chroniąc od niebezpieczeństw, otula ciepłem, chroniąc przed chłodem.
Pomaga dzielić się z innymi tym, co dobre. Mnożyć przez wysokie liczby.
Gdyby go nie było w moim życiu, to byłoby ono szare, nijakie.
Dołączyłabym do wyścigu konsumpcjonistycznego ku łatwym spełnieniom. Ciągle w biegu, ciągle na autostradzie czasu uciekając przed wskazówką, ciągle w obawie, że zaraz przygniecie i podróż się skończy.
Zachwyt służy mi zatem do tego, żeby pamiętać o strefach ograniczonej prędkości, wyjściu do natury.
Przypomina o tym, że nadal jesteśmy złączeni z roślinami, zwierzętami, chmurami, ludźmi – światem.
Pomaga znaleźć Pick Stop w drodze, na którym odkryjemy mały skarb, który możemy zabrać ze sobą w wspomnieniach.
Odkryć chwile oderwania od biegu rzeczywistości.
Zachwyt nie jest luksusem. Nie jest czymś, na co trzeba „zasłużyć”. To wewnętrzne przyzwolenie na to, by się zatrzymać. Zobaczyć. Poczucie, że coś ma sens – nawet jeśli na chwilę. Gdy jesteśmy w stanie go doświadczać, życie nabiera barw, których wcześniej nie widzieliśmy.
Co daje bajka o emocjach? I co może dać Tobie?

Ćwiczenie „Bajka o emocjach” nie wymaga talentu literackiego. Wymaga odwagi. Gotowości, by usiąść z emocją – nawet tą, która przeraża lub boli – i zapytać: „Po co jesteś?”
Klaudyna nie tylko podjęła się tego zadania. Pozwoliła emocjom przemówić, nadając im sens i formę. Dzięki temu złość przestała być wrogiem, smutek stał się przewodnikiem, a zachwyt – światłem na drodze. To właśnie na tym polega rozwój emocjonalny. Nie na uciszaniu uczuć, ale na uczeniu się ich języka.
Takich ćwiczeń i odkryć w programie Nawigator jest więcej. To przestrzeń, w której uczysz się:
- rozpoznawać emocje i zrozumieć, co za nimi stoi,
- odzyskiwać kontakt ze swoimi potrzebami i granicami,
- przekształcać napięcie w działanie,
- wspierać siebie w codziennych trudnościach – bez presji bycia „idealnym człowiekiem”.
Jeśli czujesz, że Twoje emocje bywają zbyt intensywne, zbyt przytłaczające lub wręcz odwrotnie – zbyt odległe i trudne do nazwania – być może to właściwy moment, żeby się im przyjrzeć.
Nie samemu. Z mapą. Z pomocą. W bezpiecznym procesie.
Jak oceniasz ten artykuł?
Kliknij w gwiazdki, aby ocenić
Ocena czytelników:
Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.
We are sorry that this post was not useful for you!
Let us improve this post!
Tell us how we can improve this post?