Zarządzanie czasem czy emocjami? 5 prawd, które zmienią twoją produktywność

Zarzadzanie_czasem

Bądzmy w kontakcie

Picture of Dr Rafał Szewczyk

Dr Rafał Szewczyk

Bądźmy w kontakcie! Jestem na Facebook i Linkedin. Jestem psychologiem i ekonomistą, współtwórcą EI Expert, mężem Marty i ojcem naszych dwóch synów. Konsultuję klientów biznesowych, specjalistów HR, People&Culture, managerów, trenerów, coachów, mentorów, psychologów praktyków, a także klientów i klientki indywidualne. Szkolę z użycia naszych autorskich narzędzi. Współprowadzę treningi inteligencji emocjonalnej jako kameralne rozwojowe procesy grupowe. Moje mocne strony to twórcze myślenie, odwaga działania i umiejętność przekuwania rzetelnej wiedzy w praktyczne rozwiązania.
Czas czytania artykułu ~ ok. 9 minut

Podziel się artykułem:

0
(0)

Artykuły do słuchania to nowa funkcjonalność zbudowana dzięki sztucznej inteligencji. Proces tworzenia artykułów w „EI Expert” pozostaje niezmienny: zawsze będą za nimi ludzie, a treści będą kreowane, nigdy generowane.

Jedna z moich klientek przepracowała w agencji PR dwanaście lat. Gdy pojawiła się na pierwszej sesji, usłyszałem od niej słowa, które znam już z setek innych rozmów:

„Wiem, że problem leży we mnie. Nie potrafię się zorganizować…”

Opowiadała o kulturze, w której wszystko działo się wczoraj. Odpowiadasz na maile natychmiast. Pracujesz szybko. Dostarczasz przed czasem. Twoje ego karmi się tym tempem.

Po kilku miesiącach wspólnej pracy dotarło do niej coś, co przewróciło jej życie do góry nogami: większość z tych terminów była fikcją. Nikt jej do tego tempa nie pędził. To ona sama ustawiała sobie poprzeczkę tak wysoko, że ledwo łapała oddech.

Widzę to codziennie w swojej praktyce. Ludzie przychodzą przekonani, że problem leży w braku odpowiednich narzędzi do planowania. Że gdyby tylko znaleźli właściwą metodę, właściwą aplikację, wszystko by się ułożyło.

Prawda jest inna i niewygodna: to nie organizacja czasu jest problemem. To niewypowiedziana presja, którą sami na siebie nakładamy. To ego, które wymaga od nas bycia nieustannie produktywnym. To lęk przed oceną innych, który sprawia, że mówimy „tak” tam, gdzie powinniśmy powiedzieć „nie”.

Jeden z moich klientów, menedżer średniego szczebla, kiedyś zapytał mnie: „Jak mam przestać czuć się winny, gdy nie odpowiadam na maila od razu?”.

Odpowiedziałem pytaniem: „A kto Ci powiedział, że musisz?”

Zapadła cisza. Nikt. Po prostu założył, że musi. Że taki jest świat. Że tak się pracuje.

Kiedy zaczął sprawdzać, które z jego terminów są prawdziwe, a które wymyślone – okazało się, że większość presji tworzy sam. Nikt nie wymagał od niego odpowiedzi o trzeciej w nocy. Nikt nie mówił, że musi być dostępny non-stop.

Im dłużej pracuję z ludźmi, tym bardziej widzę ten sam schemat: opowiadamy sobie, że jesteśmy pod presją zewnętrzną. A prawda jest taka, że jeśli czujesz się wypalony i wyczerpany, to głównie coś, co zrobiłeś sobie sam.

Scenariusz, który zdarza się codziennie

Poniedziałek rano. Siedzisz przed komputerem z kawą. Przed Tobą ten ważny raport, który obiecałeś skończyć do południa. Umieściłeś go na szczycie listy. W kalendarzu zarezerwowałeś na niego dwie godziny. Wszystko idealnie zaplanowane.

Ale zanim zdążysz otworzyć dokument, do gabinetu wpada Twój przełożony. Zdenerwowany, spięty. Za godzinę ma trudne spotkanie. Właśnie dostał nowe, niepokojące informacje. Prosi Cię o wsparcie – masz z nim jechać na to spotkanie.

Co czujesz w tym momencie?

Żołądek się ściska. W głowie wirują myśli: „Jeśli odmówię, będzie zawiedziony. To ważne spotkanie, może chodzić o budżet. Ale jeśli powiem tak, raport znowu poleci w diabły. Znowu zostanę po godzinach. Znowu ktoś w domu będzie czekał na kolację.”

Masz pięć sekund na decyzję.

I właśnie tutaj wszystkie Twoje techniki zarządzania czasem idą w diabły. Bo to nie Twój kalendarz decyduje, co zrobisz. To emocje, które właśnie eksplodowały w Twoim ciele.

„Tym razem będzie inaczej” – kłamstwo, które powtarzasz sobie co poniedziałek

Mam dla Ciebie niewygodną prawdę: nie będziesz zarządzał swoimi emocjami idealnie. Nie dziś, nie jutro, nie za rok. I wiesz co? To w porządku.

Większość z nas chodzi z tym samym przekonaniem w głowie: „Gdybym tylko nauczył się perfekcyjnie panować nad swoimi stanami – wszystko by się ułożyło”. Idealistyczny obraz siebie, który zawsze ogarnia lęk, zawsze ma motywację, zawsze działa produktywnie.

Bzdura.

Czasami lęk po prostu przychodzi i musisz poczekać, aż minie. Czasami nudne zadanie jest nudne i żadna technika tego nie zmieni. Czasami po prostu nie masz energii i musisz to zaakceptować.

Problem nie leży w tym, że czasem Ci się nie udaje. Problem leży w tym, że myślisz, że powinno się udawać ZAWSZE. Ta obsesja na punkcie perfekcyjnej kontroli zabija Cię bardziej niż same emocje.

Kiedy przestaniesz walczyć z rzeczywistością i zaakceptujesz, że czasem po prostu nie jest Twój dzień – paradoksalnie zacznie Ci się udawać częściej. Bo przestaniesz marnować energię na wyrzuty sumienia i frustrację, że znowu nie byłeś doskonały.

Znasz to uczucie, prawda? Kolejny dzień, w którym ważne zadania przesunęły się na jutro. Kolejny wieczór, kiedy kładziesz się spać z myślą: „Gdzie mi znowu uciekły te wszystkie godziny?”. Kupujesz planery, instalujesz aplikacje, tworzysz listy – a mimo to kończy się zawsze tak samo. Frustracja rośnie, poczucie winy też.

Przez lata pracy z liderami i specjalistami widzę ten sam schemat. Ludzie inwestują w nowe narzędzia, wierząc że problem leży w metodzie. Tymczasem prawdziwa przeszkoda jest niewidoczna – ukryta w tym, co dzieje się w środku.

Prawda brzmi prosto: Twój problem z produktywnością nie wynika z braku odpowiednich technik. Wynika z tego, że nikt nie nauczył Cię, jak radzić sobie z emocjami, które pojawiają się, gdy patrzysz na listę zadań.

To, co nazywasz problemem z zarządzaniem czasem, jest tak naprawdę problemem z zarządzaniem tym, co czujesz. Odkładanie zadań? To nie lenistwo. Stres? To nie przeciążony kalendarz. Wypalenie? To nie za dużo pracy.

Poznaj pięć prawd, które wszystko zmieniają.

Prawda pierwsza: Prokrastynacja chroni Cię przed bólem

Przestań walczyć z sobą. Nie jesteś leniwy. Nie brakuje Ci dyscypliny. Twój mózg po prostu próbuje Cię ochronić.

Kiedy patrzysz na zadanie, które budzi w Tobie nieprzyjemne uczucia – nudę, lęk, niepewność – Twój organizm natychmiast szuka ulgi. I znajduje ją w pierwszym lepszym miejscu: śmiesznym filmiku, mailach, mediach społecznościowych. Nawet w sprzątaniu biurka.

To, co robisz, ma swoją nazwę w psychologii: hedoniczne przesunięcie. Zwyczajne szukanie natychmiastowej poprawy nastroju. Jak tabletkę przeciwbólową na emocjonalny dyskomfort.

Problem? Ta ulga działa tylko przez moment. Potem wracasz do rzeczywistości. Termin jest bliżej, zadanie wciąż czeka, a do stresu dołącza wina.

Zrozumienie tego mechanizmu to pierwszy krok. Drugi? Nauczenie się czegoś, o czym w szkole nikt Ci nie powiedział – jak świadomie zarządzać tym, co czujesz w momencie, gdy pojawia się pokusa ucieczki.

Prawda druga: Kalendarz nie chroni Cię przed stresem

Założę się, że myślisz: „Gdybym tylko lepiej zaplanował ten tydzień, byłoby mi lżej”. Przepraszam, że to mówię, prawda jest inna.

Badanie opublikowane w 2024 roku przez Brillo i współpracowników analizowało studentów w okresie popandemicznym. Wyniki? Im wyższa inteligencja emocjonalna, tym niższy poziom stresu. A umiejętności planowania czasu? Ich związek ze stresem okazał się statystycznie nieistotny.

Czytaj to jeszcze raz, bo to zmienia wszystko: techniki organizacji nie gwarantują niższego stresu.

Dlaczego? Bo prawdziwym źródłem stresu nie są zadania. To emocje, które je otaczają: lęk przed porażką, frustracja z powodu trudności, presja terminu. Ludzie, którzy potrafią rozpoznać te uczucia i świadomie na nie zareagować, żyją spokojniej. Niezależnie od tego, ile mają wpisów w kalendarzu.

Co robi osoba, która naprawdę rozumie swoje emocje?

Wróćmy do sytuacji z początku. Szef stoi w drzwiach, czeka na odpowiedź. Ty czujesz, jak narasta w Tobie impuls: „Muszę pomóc!”.

Większość ludzi reaguje automatycznie. Mówi „tak”, bo nie ma czasu zastanowić się nad tym, co się w nich dzieje. Potem siedzi na tym spotkaniu, myśląc o raporcie. Wraca do domu po dziewiątej. Czuje się wyczerpany i oszukany przez własny dzień.

Osoba, która nauczyła się zarządzać emocjami, robi coś innego. Zatrzymuje się. Daje sobie chwilę.

„Daj mi minutę, dobrze?”

Zamyka drzwi. Siada. Bierze kilka głębokich oddechów. To nie jest jakaś mistyczna medytacja – to zwyczajne uspokojenie ciała, które właśnie wpadło w tryb „walcz lub uciekaj”. Bo krótkie, płytkie oddechy to reakcja na stres. A stres sprawia, że widzisz tylko tunel, nie całą sytuację.

Po chwili może myśleć jasno. Przypomina sobie: raport też ma ogromne znaczenie dla budżetu. Obiecała sobie, że zostanie po godzinach tylko raz w tym tygodniu – już to zrobiła. Rodzina czeka. A szef? To doświadczony człowiek. Ma głowę na karku. Czasem wpada w panikę i przesadza, ale zazwyczaj daje sobie radę.

Dwie minuty. Tyle zajmuje zmiana perspektywy.

Wstaje. Rozmawia z szefem spokojnie. Zapewnia, że mu ufa. Przechodzą przez kilka punktów, upewniają się, że ma wszystko, czego potrzebuje. Umawiają się na rozmowę po spotkaniu.

Pięć minut później siedzi przy biurku. Pracuje nad raportem. Drzwi zamknięte.

Widzisz różnicę? To nie jest kwestia techniki zarządzania czasem. To umiejętność zatrzymania się w momencie, gdy emocje próbują przejąć kontrolę.

Następnym razem, gdy poczujesz ciężar na klatce przed trudnym zadaniem – zatrzymaj się. To nie lista rzeczy do zrobienia jest problemem. Problem jest głębiej.

Prawda trzecia: Potrzebujesz energii, nie kolejnej godziny

Masz wolne dwie godziny w kalendarzu. Teoretycznie możesz wykorzystać je produktywnie. Praktycznie? Siedzisz i gapisz się w ekran, a każde słowo przychodzi z trudem.

Czas to nie wszystko. Energia to wszystko.

Każdego dnia masz określoną pulę energii mentalnej i emocjonalnej. Po trudnej rozmowie, stresującym spotkaniu, po godzinach zamartwiania się – ta pula się wyczerpuje. Wtedy nie ma znaczenia, ile masz wolnych okienek. Bez energii nie ma koncentracji, kreatywności, motywacji.

Dlatego przestań pytać: „Jak zmieścić więcej w moim dniu?”. Zacznij pytać: „Co zabiera mi energię i jak mogę ją odzyskać?”.

Odpowiedź znowu prowadzi w to samo miejsce. Osoby, które potrafią rozpoznać, co je wyczerpuje i co odnawia ich zasoby, pracują mądrzej. Nie dłużej. Mądrzej.

Bo gdy nauczysz się zarządzać swoją energią – dopiero wtedy techniki planowania zaczynają mieć sens.

Prawda czwarta: Twoja „zajętość” może być maską

Bycie zajętym stało się dziś oznaką sukcesu. Pełny kalendarz, ciągły pośpiech, brak czasu na odpoczynek – to pokazuje, że jesteś ważny, prawda?

Nie zawsze.

Czasami nieustanna aktywność to sposób na unikanie czegoś, czego nie chcesz poczuć. Smutek. Złość. Strata. Lęk. Kiedy te emocje pukają do drzwi, najprościej jest się zanurzyć w zadaniach i udawać, że ich nie ma.

Jak trafnie ujmuje to artykuł McLean Hospital (stowarzyszonego z Harvard Medical School): kiedy zakrywasz trudne uczucia warstwą produktywności, nie możesz ich przetworzyć tak, jak wtedy, gdy patrzysz im prosto w oczy.

Problem? Emocje, których unikasz, nie znikają. Rosną pod powierzchnią. Wpływają na Twoje samopoczucie, zdrowie, relacje. Prowadzą do wypalenia.

Więc pytanie brzmi: czy Twoja zajętość wynika ze świadomych wyborów? Czy może jest to ucieczka przed czymś ważniejszym?

Czasami największym krokiem w stronę prawdziwej produktywności jest zatrzymanie się i pozwolenie sobie na odczuwanie.

Prawda piąta: Narzędzia działają, gdy pracujesz nad sobą

Matryca Eisenhowera? Świetna. Technika Pomodoro? Pomocna. Aplikacje do planowania? Wspaniałe.

Pod jednym warunkiem: musisz najpierw nauczyć się radzić z tym, co czujesz.

Możesz stworzyć idealny plan. Umieścić najważniejsze zadanie w odpowiedniej ćwiartce. Ustawić przypomnienia. I co z tego, jeśli lęk, nuda lub przytłoczenie powstrzymają Cię przed jego wykonaniem?

Plan pozostanie na papierze. Bo to nie logika decyduje o tym, co robisz. To emocje.

Właśnie dlatego programy takie jak „Nawigator Emocji” nie uczą kolejnych trików z zarządzania czasem. Uczą czegoś znacznie ważniejszego – jak świadomie zarządzać swoim wewnętrznym światem. Bo dopiero wtedy zewnętrzne narzędzia stają się Twoimi sojusznikami, a nie kolejnym źródłem frustracji.

Zacznij od środka, nie od kalendarza

Rewolucja w produktywności nie zaczyna się od nowej aplikacji. Zaczyna się od spojrzenia w głąb siebie.

Kiedy zrozumiesz, że za odkładaniem zadań, stresem i poczuciem przytłoczenia stoją konkretne emocje – wszystko się zmienia. Przestajesz walczyć z sobą. Zaczynasz zarządzać tym, co naprawdę ma znaczenie.

Nie kalendarz jest Twoim wrogiem. Wrogiem jest nieświadoma ucieczka przed dyskomfortem.

Kiedy nauczysz się zarządzać emocjami – odzyskasz kontrolę. Techniki zaczną działać. Frustracją zamieni się w spokój. A produktywność przestanie być walką i stanie się naturalnym rezultatem tego, kim jesteś.

Więc zanim zaczniesz planować kolejną godzinę, poświęć 15 minut na jedno pytanie: dlaczego odkładam to, co najważniejsze?

Odpowiedź może wszystko zmienić.

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij w gwiazdki, aby ocenić

Ocena czytelników:

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszym, który oceni ten post.

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Podziel się artykułem:

EI Expert - inteligencja emocjonalna w teorii i praktyce

Za każdym razem, gdy bierzesz gitarę do ręki, graj tak, jakby to był ostatni raz.

— Eric Clapton

Więcej wpisów

Podziel się: