Serce na wierzchu. Krew kapiąca na białą suknię. Twarz bez jednej łzy.
Frida Kahlo w „Dwóch Fridach” pokazuje coś, czego większość z nas unika. Prawdę o tym, że możemy krwawić i jednocześnie trwać. Możemy być odrzuceni i nie rozpaść się na kawałki.
Jakie emocje BUDZI w Tobie ten obraz?
Jakie emocje ten obraz PRZEDSTAWIA?
Do jakiej prawdy o człowieku dochodzisz w kontakcie z tym dziełem?

Ja czuję:
Niepokój – to obnażenie jest niepokojące, intymne.
Zaskoczenie – ta sprzeczność między krwawiącym sercem a kamienną twarzą.
Ciekawość, zaintrygowanie – co się naprawdę dzieje pod tą maską?
Współczucie – widzę ból, który próbuje być niewidzialny.
Widzę:
Cierpienie – otwarte, krwawiące serce mówi samo za siebie.
Dumę – sztywna postawa, wyprostowane plecy.
Skrępowanie – jakby chciała uciec, ale zostaje.
Rozdwojenie i jednocześnie integrację – dwie Fridy trzymają się za ręce.
Historia dwóch Frid
Dwie Fridy to opowieść o kobiecie kochanej przez Diego Riverę oraz o kobiecie przez niego odrzuconej.
Kochaną była Frida po prawej – prawdziwa Meksykanka o ciemnej karnacji, ubrana w tradycyjną sukienkę tehuana. To tę Fridę Diego chciał widzieć.
Odrzucona została Frida po lewej – zeuropeizowana, w sukience w stylu wiktoriańskim, z bladą karnacją. Diego Rivera był gorącym orędownikiem meksykańskiej tożsamości kulturowej i przeciwnikiem kulturowych wpływów Zachodu. Ta Frida nie pasowała do jego wizji.
Jej serce jest otwarte – może złamane po miłosnym zawodzie? Frida próbuje kleszczami chirurgicznymi zatrzymać krwotok, ale się jej to nie udaje. Żywa krew kapie na śnieżnobiałą suknię.
Obie Fridy mają serca (siedlisko emocji) na wierzchu. Są wyeksponowane, obnażone, krwawiące.
A jednocześnie ich twarze pozostają absolutnie nieprzeniknione.
Do tego sztywna, frontalna poza. Żadnego grymasu bólu, żadnej łzy.
Paradoks, który uczy inteligencji emocjonalnej
To jakby odwrócenie naturalnego porządku.
Zazwyczaj to twarz zdradza emocje: łzy, zaciśnięte usta, zmarszczone brwi. A wnętrze pozostaje ukryte. Tu dzieje się dokładnie na odwrót.
Ten paradoks można zinterpretować w warstwie formalnej: Frida inspirowała się meksykańską sztuką wotywną (tzw. retablos), gdzie święci i cierpiący pokazywani są frontalnie, z symbolami swojego męczeństwa.
Ja jednak wolę tu widzieć prawdę o tym, że można nauczyć się maskować głęboko ukryte cierpienie tak, żeby nikt na zewnątrz tego nie odkrył.
Ale pojawiają się pytania:
Czy jest to jednak do końca możliwe?
Czy komuś to maskowanie tak naprawdę służy?
O co w ogóle chodzi z tym odrzuceniem i złamanym sercem?
Co zmienia się w ciągu 8 lat
8 lat wcześniej Frida namalowała obraz, na którym Diego miał niemal monumentalny rozmiar. Był wielki, dominujący – centrum jej świata.
Na „Dwóch Fridach” postać Diego jest miniaturowa. Ledwo widoczna, trzymana w dłoni przez Fridę po prawej – ta zmiana perspektywy mówi wszystko.
Prawda o akceptacji siebie
Mam pokusę, żeby zaryzykować stwierdzenie:
Od tego, jaka jest Frida, zależy to, czy jest kochana.
Jednak od tego, czy jest kochana, nie zależy to, czy ma prawo być.
Zdaje się mówić:
„Jestem, jaka jestem, i to jest okej.”
„Znam smak szczęścia i znam gorycz cierpienia, i potrafię to w sobie pomieścić.”
„Moje serce krwawi, ale ja nie umieram.”
„Zostałam zdradzona i odrzucona, ale to mnie nie definiuje.”
Punktem odniesienia jej tożsamości, jej poczucia własnej wartości jest ona sama.
Inteligencja emocjonalna to nie kontrola – to pojemność
Takie jest też przesłanie i cel rozwoju inteligencji emocjonalnej.
Nie chodzi o to, żeby emocji nie czuć.
Nie chodzi o to, żeby ich nie pokazywać.
Nie chodzi nawet o to, żeby nimi „zarządzać” jak jakimś zasobem w arkuszu kalkulacyjnym.
Chodzi o pojemność.
O zdolność pomieszczenia w sobie całego ładunku:
- i radość, i cierpienie
- i dumę, i wstyd
- i miłość, i odrzucenie
Emocje pozwalają nam przetrwać.
Sprawiają też, że życie bywa nieznośne.
Jednak zdolność pomieszczenia w sobie tego całego ładunku, przyjęcia siebie ze wszystkimi odcieniami, zrozumienia siebie i poukładania się w zgodzie z sobą samym – to właśnie klucz do sensu i sprawczości.
Co możesz zrobić z tym dziełem dla siebie?
Kiedy następnym razem poczujesz, że ktoś Cię odrzucił, nie pasujesz do cudzych oczekiwań albo musisz wybrać między sobą „prawdziwą” a sobą „akceptowaną” – przypomnij sobie Fridę.
Dwie jej wersje trzymają się za ręce. Nie walczą ze sobą. Nie próbują się wzajemnie wyeliminować.
Akceptacja siebie to nie wybór jednej wersji siebie.
To pomieszczenie ich wszystkich – i tej, która krwawi, i tej, która trwa.
Pytania do Ciebie:
Którą Fridę widzisz w sobie częściej – tę kochaną czy odrzuconą?
Co w Tobie „krwawi”, ale próbujesz to ukryć kamienną twarzą?
Które Twoje wersje „siebie” mogłyby usiąść obok siebie i złapać się za ręce?
Tym wpisem zaczynam cykl #PiątekZeSztuką.
Chcę Cię zaprosić do rozwoju swojej inteligencji emocjonalnej poprzez kontakt ze sztuką – nawet jeśli (tak jak ja) jesteś (tylko) jej amatorem.
Nie musisz znać się na malarstwie. Nie musisz rozumieć techniki, kompozycji ani kontekstu historycznego.
Musisz tylko pozwolić, żeby dzieło Cię dotknęło. I zapytać: co ja w tym widzę? Co ja przy tym czuję?
To wystarczy.
Z czym się zgadzasz, a co widzisz inaczej? Napisz w komentarzu – jestem ciekawa Twojej interpretacji.
P.S. Jeśli chcesz pogłębić swoją praktykę rozpoznawania i nazywania emocji, zajrzyj do Nawigatora Emocji – narzędzia, które stworzyłam, żeby pomagać w codziennym rozwoju inteligencji emocjonalnej.
















